Jacek Żurek
Harmonijne powiązanie w miłości wszystkich tych prądów, które go wychowały, zostało mu wzbronione. A czy umiał i mógł wznieść się ponad wymogi nacjonalizmu ukraińskiego? (ksiądz Włodzimierz Cieński)
Roman Szeptycki (1865–1944), bazylianin, znany pod zakonnym imieniem Andrzeja, biskup stanisławowski, a następnie arcybiskup metropolita lwowski obrządku greckokatolickiego. Z urodzenia Polak i rzymski katolik, pochodzący z rodziny znanych arystokratów galicyjskich, lecz z wyboru grekokatolik i Rusin (Ukrainiec), którego nietuzinkowa osobowość odcisnęła wyraziste piętno na stosunkach polsko-ukraińskich w pierwszej połowie XX wieku.
O sile jego pozycji decydowała samodzielność, czyli własna greckokatolicka metropolia oraz władza nad wiernymi w większości jednej narodowości, na dodatek spojonej przez osobny obrządek, skoro ogół Rusinów galicyjskich stanowili grekokatolicy. Według spisu z 1910 roku w całej Galicji mieszkało w zaokrągleniu 3 380 000 grekokatolików, 1400 ormiańskich katolików, 2800 prawosławnych i 75 „ormiańskich monofizytów” (wiernych ormiańskiego kościoła wschodniego, zwanego apostolskim), a według „mowy potocznej” 3 208 000 ludności ruskojęzycznej. Niemcy zwali ich Ruthenen, rezerwując dla uświadomionych narodowo ruskojęzycznych mieszkańców Galicji określenie ukrainische Volk. Węgrzy mianem ruthenek określali ruskojęzycznych, greckokatolickich mieszkańców Górnych Węgier, czyli Zakarpacia i Słowacji, zaś węgierskie miano Ukrainek nosili wszyscy Rusini zamieszkujący kraje poza granicami Korony Świętego Stefana. Ślad tego podziału pozostał w polskich spisach statystycznych z okresu międzywojennego: część mieszkańców Małopolski Wschodniej, Pokucia i Podola (Galicja Wschodnia) oraz Wołynia będzie określać się mianem Rusinów, część – Ukraińców. Zwyczajowo, ahistorycznie mianem Ukrainy określa się całość obszaru zamieszkiwanego ówcześnie przez Rusinów, Kozaków, Ukraińców itd. Stosować więc najlepiej terminologię na wzór niemieckiej: Rusini – ówczesny ogół mieszkańców, Ukraińcy – działacze polityczni i uświadomieni narodowo Rusini, przede wszystkim galicyjscy. Dla terenów na wschód od Zbrucza przyjmuje się często rosyjski termin Małorosji (przede wszystkim dawne województwa koronne – wołyńskie, podolskie, bracławskie, kijowskie i czernichowskie), zaś od roku 1917 termin polityczny Ukraina centralna, zwana także Ukrainą naddnieprzańską, oba nie będące jednak nazwami własnymi państwowości czy regionu geograficznego. Aleksander Brűckner, którego trudno posądzać o polski szowinizm lub o rusofilstwo, pisał jako slawista w roku 1903 (Z dziejów języka polskiego): „Najsilniej odbił się wpływ języka polskiego na języku małoruskim. Użyłem terminu »małoruski«, ponieważ jest to jedyny termin historyczny, znany, uświęcony przez wieki i historję, a którego dziś Rusini zupełnie się wyzbyli. Rusini-haliczanie, nie wiem, jakim cudem, przestroili się w »Ukraińców«. Tak samo, z tym samym prawem fantastycznym, mogłaby się nasza Ruś halicka nazywać kijowską, wołyńską, poleską, podolską, kozacką, hajdamacką itd.: wszystkich tych terminów nie zna żadna historja – ale raczej onychby używać można, niż owego świeżuteńkiego, najmniej historycznego a najwięcej dowolnego: ukraiński. Tego terminu więc, »ukraiński«, używać nie mogę; jedynym bowiem terminem właściwym, bo umiejętnym zarówno, jak i historycznym, jest (od XIV wieku i od Bohdana Chmielnickiego samego) termin »małoruski«, obok którego dla krótkości i »ruski«”.

Sobór Świętego Jura, czyli katedra greckokatolicka Świętego Jerzego we Lwowie, okres przedwojenny. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Arcybiskup Szeptycki rządził więc znaczącą większością mieszkańców podobnej orientacji narodowościowej, co nie przekładało się jednak w prosty sposób na tożsamość narodową lub sympatie polityczne. Ponadto Lwów, stolica trzech katolickich arcybiskupów, był miastem polskim. W Galicji występowały obok siebie dwa konkurencyjne obrządki, łacinnicy i grekokatolicy, nie licząc śladowej ilości katolików obrządku ormiańskiego, przychylnych polskości, czy wręcz Polaków, wśród wiernych katolickich wschodniej Galicji panowała więc swoista dwuwładza.
Wobec Austrii
Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Rosji 5 sierpnia 1914 roku. Jeszcze pod koniec lipca arcybiskup Szeptycki został poproszony podczas narady państwowej w Wiedniu o przygotowanie memoriału na temat przyszłości ziem małoruskich. Przygotował go w krótkim czasie, w pierwszej połowie sierpnia, projektując poddanie całej Małorosji, którą określał mianem Ukrainy, Habsburgom i odtworzenie na jej terenie cerkwi greckokatolickiej, skasowanej na ziemiach zabranych w latach 1780–1839: „Dokument to interesujący i ważny, gdyż stanowi jasne sformułowanie narodowych postulatów ukraińskich oraz religijnych planów Szeptyckiego. Mianowicie wskazywał na konieczność odłączenia Ukrainy po wkroczeniu wojsk austriackich na terytorium Rosji i utworzenia oddzielnej narodowej administracji terytorialnej. Wypowiadał się za nawiązaniem do tradycji kozackiej, w tym za powołaniem stanowiska hetmana oraz podobnych stanowisk wojskowych i cywilnych. Wprowadzony miał być austriacki kodeks cywilny. Kościół ukraiński miał być uniezależniony od synodu w Petersburgu, a w miejsce modlitwy za cara ustanowiono by modlitwę za cesarza. Biskupi, którzy by przeciwstawiali się, mieli być usunięci i zastąpieni przez sympatyków Ukrainy i Austrii. On sam stałby na czele Kościoła jako metropolita Halicza i całej Ukrainy; zapewniał rząd austriacki, że przedsięwziął już wstępne kroki dla zapewnienia zatwierdzenia tego przez Watykan” – streszczał memoriał w paryskich „Zeszytach Historycznych” czterdzieści lat temu Benedykt Heydenkorn.
Byłby to więc program polityczny zbliżony do rozwiązania austro-polskiego, tyle że tego rodzaju protektorat dominowałby nad Galicją i zapewne należeć do niego musiałyby Chełmszczyzna, Wołyń i Podlasie. Byłby to również magnes dla wschodniej Galicji z Łemkowszczyzną i Bukowiną, może i dla Rusi Podkarpackiej należącej do Węgier. Czy był to program nierealny? Ukraińscy emigranci polityczni z Rosji proklamowali we Lwowie na początku sierpnia 1914 roku powstanie Związku Wyzwolenia Ukrainy, która miała uzyskać własny byt państwowy po rozbiciu Rosji, co spaliło na panewce wobec błyskawicznej ofensywy rosyjskiej w Galicji. Austriacki minister spraw zagranicznych Emanuel Urbas, któremu Szeptycki przekazał swój memoriał, spotkał się z nimi we Lwowie właśnie w pałacu arcybiskupim. Prawie to samo wymusili na bolszewikach w Brześciu w marcu 1918 roku Niemcy i Austriacy, wykrawając jednocześnie dla Hetmańszczyzny Skoropadskiego z Królestwa Polskiego gubernię chełmską, bez oglądania się na zgodę Rady Regencyjnej i rządu Jana Kucharzewskiego, który wcześniej podał się do dymisji. Konsekwencją tego były rozmowy austriacko-ukraińskie i projekt wyodrębnienia z Galicji w ramach monarchii austro-węgierskiej członu ukraińskiego. Projekt władze austriackie uznały jednak za niebyły, lecz w obliczu rozpadu monarchii pomysł ten udało się przeprowadzić cesarzowi Karolowi niemal rzutem na taśmę, przez koncentrację strzelców siczowych we wschodniej Galicji, co spowodowało wybuch 1 listopada 1918 roku nowej wojny – polsko-ukraińskiej.
Usunięcie jedną decyzją podległości petersburskiemu Świętemu Synodowi i zastąpienie go osobą lwowskiego metropolity było powtórzeniem à rebours postępowania cara Piotra I, który dwieście lat wcześniej, w roku 1721, zlikwidował jednostronnym aktem woli monarszej patriarchat moskiewski. Analogicznie postąpił wobec prawosławia w Rzeczpospolitej w 1596 roku król Zygmunt Waza, który jednak tolerował cerkiew prawosławną – zwaną co prawda odtąd dyzunią (nie-unią) – mimo że metropolita kijowski Rahoza z większością biskupów dobrowolnie w końcu przeszli do kościoła katolickiego, tworząc nowy kościół unicki. Podobnie oględnie działała wobec unii w Rosji w trakcie rozbiorów caryca Katarzyna II. Jednak Szeptyckiemu bliżej było, gdy idzie o projektowaną metodę postępowania, do likwidatorów cerkwi unickiej w państwie rosyjskim: carów Mikołaja I (dla ziem zabranych w roku 1839) i Aleksandra II (dla byłego Królestwa Polskiego w roku 1875) oraz do Stalina, który w 1946 roku podporządkował cerkiew greckokatolicką patriarchatowi moskiewskiemu w ramach prawosławnego egzarchatu ukraińskiego (metropolia kijowska).
Od łacińskich kolegów-biskupów w Galicji Szeptyckiego różniła pochopność postępowania i brak wyczucia politycznego, będące poważnym grzechem na stanowisku przywódcy religijnego oraz narodowego. Po wybuchu wojny, 21 sierpnia arcybiskup wezwał Rusinów z przygranicznych miejscowości do wierności Habsburgom. Publiczna odezwa w postaci deklaracji za Austro-Węgrami miała charakter uczuciowy i bezkompromisowy. Autor jej spalił za sobą mosty, zwracając się na dodatek nie tylko do Rusinów galicyjskich, ale i do Ukraińców z Małorosji, a więc agitował obcych poddanych, żeby podnieśli bunt przeciwko prawowitej władzy: „im bardziej zostanie pogrążona Rosja, tym prędzej nastąpi czas wolności Ukrainy”; imperium rosyjskie to „najdzikszy wróg Ukrainy”; „niech na gruzach imperium carskiego zaświeci słońce wolnej Ukrainy”.
Orientacja habsburska siłą rzeczy zakładała pozostawienie wschodniej Galicji z Zakarpaciem i Bukowiną w granicach Austro-Węgier, czyli utrzymanie kordonu sokalskiego wraz z linią Zbrucza. Stanowiło więc wyraźną niekonsekwencję, że ze swoich rachub politycznych Szeptycki wykluczył następnie państwo polskie, które mimo wojny polsko-ukraińskiej było w stanie porozumieć się z atamanem Petlurą w roku 1920. Polską państwowość Szeptycki uznał dopiero pięć lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, gdy Rada Ambasadorów w 1923 roku zaakceptowała de iure granicę na Zbruczu. Na dodatek zrobił to nieoficjalnie i pod presją, internowany w Poznaniu po powrocie do kraju.
Wobec Rosji
Ukaz tolerancyjny cara Mikołaja II z 1905 roku nie zezwalał co prawda na reaktywowanie cerkwi unickiej w Rosji, ale dopuszczał propagandę (w znaczeniu kanonicznym) katolicką, a nawet pod pewnymi warunkami umożliwiał konwersję z prawosławia, z tym że byli unici mogli przechodzić tylko już na obrządek łaciński. Szeptycki postanowił więc legalnie, choć tylnymi drzwiami, zaprowadzić obrządek greckokatolicki w państwie rosyjskim, opierając się na wiernych ze wschodniej Galicji. W korespondencji z premierem Stołypinem określał ich zaś jako russkich (rosyjskich) haliczan. Przeludniona Galicja miała zapewnić masową migrację grekokatolików na tereny pograniczne w Małorosji. Podkreślał, że byłaby to droga do umocnienia Słowiańszczyzny i zjednoczenia jej z Rosją pod berłem Mikołaja.
W marcu 1914 roku Szeptycki wysłał poufny list do cara, w którym określił go jako „jednoczyciela Słowiańszczyzny”. W późniejszym piśmie Szeptyckiego do Mikołaja, wysłanym już w trakcie wojny, znalazł się także fragment o wcześniejszej korespondencji: „w uroczystą chwilę zwycięstw rosyjskiego wojska najpokorniej powtarzam moją pokorną dawniejszą prośbę: raczy WASZA CESARSKA MOŚĆ zawierzyć całą Święta Ruś z jej nowo nabytymi częściami Boskiemu Sercu Chrystusa Zbawiciela”. Zajął więc nieco podobne stanowisko jak polskie Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe oraz przedstawiciele koła polskiego w Dumie, do rewolucji lutowej stojący na gruncie lojalizmu osobiście wobec cara, a do przewrotu bolszewickiego wobec państwa rosyjskiego (występując jednak zawsze jako obywatele rosyjscy narodowości polskiej). W swym liście Szeptycki jednak zaznaczył, że jest prawosławno-katolickim i halicko-ruskim metropolitą. Był to wyraźnie dwuznaczny zwrot obliczony na pozyskanie zaufania adresata.
Arcybiskup posiadał pełnomocnictwa od papieża Piusa X do zwierzchnictwa nad katolikami obrządku wschodniego w państwie rosyjskim oraz do administracji nad skasowanymi przez carat eparchiami unickimi. Planował także stworzenie katolickiego egzarchatu w Rosji, co udało mu się po rewolucji w 1917 roku. W jego planach unijnych egzarchat po zjednoczeniu wyznań miał przekazać swe uprawnienia przyszłemu prawosławnemu patriarsze moskiewskiemu.
Szeptycki nie opuścił Lwowa przed zajęciem go przez Rosjan 3 września, zaś wobec niepewnej przyszłości wygłosił 6 września w cerkwi wołoskiej, czyli Uspienskiej (Zaśnięcia Matki Boskiej) kazanie, w którym wezwał do wierności kościołowi katolickiemu, podkreślając jednak wspólnotę interesów z rosyjskim prawosławiem, określonym co prawda jako kazionne, czyli urzędowe, państwowe, w odróżnieniu od prawosławia cerkiewnego, czyli ruskiego, galicyjskiego. W ocenie greckokatolickiego biskupa stanisławowskiego Grzegorza Chomyszyna „nie mógł jasno powiedzieć, że jest rusofilem, bo byłby stracił kredyt Ukraińca – patrioty z Ukraińców, a także ledwie można przypuszczać, ażeby Moskale mogli mu uwierzyć, bo był u nich zapisany jako wielki patriota ukraiński. Otóż metropolita »nie puścił farby«”.
Przemówienie, odnotowane przez komendanta wojskowego Lwowa, uznane zostało przez za wrogie cerkwi prawosławnej i Szeptycki w rezultacie wysłany został 19 września do Kijowa. Tu wystosował 23 września osobiste pismo do cara o charakterze deklaracji religijno-politycznej, którą przygotować miał jeszcze we Lwowie, zmieniając radykalnie orientację polityczną. Do Mikołaja pisał: „Licząca trzy miliony ludność ruska Galicji wita rosyjskich wojowników jako swych braci. Uniżenie podpisany duszpasterz tego ludu, prawosławno-katolicki Metropolita Halicki i Lwowski, od długich lat gotowy co dzień i chcący ofiarować swoje życie za dobro i zbawienie świętej Rusi i WASZEJ IMPERATORSKIEJ MOŚCI rzuca do nóg WASZEJ IMPERATORSKIEJ MOŚCI swoją serdeczną przychylność i radosne pozdrowienie ze względu na wydarzenie kończącego się połączenia ostatnich części Ruskiej Ziemi”. Szeptycki wypowiadał się więc nie w imieniu własnym wyłącznie, a ogółu Rusinów galicyjskich, w domyśle owych „prawosławnych katolików”, bo przecież prawosławnych w całej Galicji właściwie nie było. To powód do zasadniczej krytyki dla części współczesnych i potomnych, czyli, nieco upraszczając, dla Polaków i rzymskich katolików.
Tymczasem ofertę Szeptyckiego odrzucono. Car skwitował list na jego marginesie słowem „gad”. Szeptycki wywieziony został następnie z Kijowa do Niżnego Nowogrodu, a stamtąd do Kurska, Suzdala i Jarosławia, skąd po uwolnieniu w marcu 1917 roku wyjechał do Piotrogrodu i Kijowa. Po opuszczeniu Rosji 7 lipca znalazł się w neutralnym Sztokholmie i przez Niemcy, Szwajcarię oraz Wiedeń 10 września osiągnął z powrotem Lwów. Na stałe do Polski powróci w roku 1923.
Wobec III Rzeszy
Swego rodzaju niezmienność koncepcji politycznych Szeptyckiego potwierdzają wydarzenia w czasie drugiej wojny światowej. Gra pomiędzy Lwowem a Watykanem toczyła się ówcześnie o sposób odrodzenia katolicyzmu w Rosji i kościelne zwierzchnictwo nad jej terytorium, choć formalnie dotyczyło ono w tym przypadku tylko nielicznych katolików obrządku wschodniego. Od lat 1907–1908 Szeptycki posiadał owe specjalne uprawnienia papieskie na teren Rosji, tak zwane facultates specialissimae, i choć były one kwestionowane w Watykanie, nie zostały jednak cofnięte przez następców Piusa X. Na ich mocy w 1939 i 1940 roku arcybiskup lwowski mianował dla ZSRR w nowych granicach czterech greckokatolickich egzarchów (administratorów) – dla okupowanych terenów na Wołyniu, Polesiu, Chełmszczyźnie i Podlasiu, na Białorusi, dla „Wielkiej Rosji i Syberii” oraz dla „Wielkiej Ukrainy”. Po ataku Niemiec na ZSRR w roku 1941 papież Pius XII usankcjonował decyzje Szeptyckiego do odwołania.
Atak ten arcybiskup lwowski powitał specjalnym orędziem do duchowieństwa i wiernych oraz nakazał uroczyste celebry w cerkwiach 5 lipca 1941 roku, a po zdobyciu Kijowa wystosował 23 września osobiste gratulacje dla Adolfa Hitlera jako kanclerza Rzeszy, licząc na uzyskanie odeń wolności religijnej i narodowej dla Ukraińców. O ile orędzie zbiegło się z aresztowaniem członków ukraińskiego rządu Jarosława Stećki, proklamowanego 30 czerwca za zgodą Szeptyckiego, o tyle pismo do Hitlera arcybiskup lwowski wysłał już po wyodrębnieniu dystryktu galicyjskiego i przyłączeniu go do Generalnego Gubernatorstwa oraz po utworzeniu Komisariatu Rzeszy Ukraina ze stolicą w wołyńskim Równem. Akt ten był kubłem zimnej wody na głowy polityków ukraińskich.
Wobec Związku Radzieckiego
W analogiczny sposób, jak w latach 1914 i 1941, Szeptycki postąpi jeszcze pod koniec życia, dziękując Józefowi Stalinowi za „ponowne zjednoczenie zachodnich ziem ukraińskich z Wielką Ukrainą”. Pismo swoje, wysłane dwa i pół miesiąca po zajęciu przez Armię Czerwoną Lwowa, Szeptycki datował na 10 października 1944 roku, a więc po zakończeniu walk o Przełęcz Dukielską, czyli po osiągnięciu południowo-zachodniej granicy dawnego generał-gubernatorstwa galicyjskiego z lat 1914–1915. Poparł więc tym samym ukraińskie rewindykacje terytorialne na zachodzie, obejmujące także Zakierzonie, a więc nie tyle tereny sporne, bo taką była cała Małopolska Wschodnia z Pokuciem i zachodnim Podolem, ale mające niewątpliwą polską przynależność państwową.
Sługa doktryn
Jego idée fixe była akcja unijna, czyli nawrócenie Rosji na katolicyzm, i jej właśnie podporządkował całą swą działalność religijną, polityczną oraz narodową. Ruskich sympatii narodowych bowiem, co podkreślają badacze, w młodości nie żywił, kultury ruskiej nie znał. Urodził się jako Polak, lecz jego religijność można określić nie jako polską, czy w ogóle bazującą na tradycji narodowej, a raczej ultramontańską. Najwięcej zdawała się według Szeptyckiego obiecywać właśnie Rosja, jako jednoczycielka Słowian, i to zarówno w zakresie terytorialnym, jak i religijnym.
W 1951 roku historyk kościoła ksiądz Józef Umiński sporządził na podstawie własnych spostrzeżeń charakterystyki katolickich ordynariuszy w Polsce z pierwszej połowy XX wieku. Charakterystyka Szeptyckiego jest zarazem krótkim podsumowaniem jego nieudanej akcji unijnej, zakończonej przez Rosjan w 1946 roku kasatą cerkwi ukraińskiej rękoma greckokatolickich duchownych: „Zamierzano utworzyć w ten sposób pomost, po którym schizma rosyjska zacznie przechodzić do Kościoła katolickiego, a nie zdawano sobie sprawy, że to będzie raczej most, po którym unia zostanie odciągnięta z powrotem do schizmy”.
Sługa doktryn – tak Paweł Jasienica zatytułował rozdział Rzeczpospolitej Obojga Narodów poświęcony okresowi panowania w Polsce władcy wyjątkowo i szczerze religijnego, czyli katolickiego króla Zygmunta z dynastii protestanckich Wazów. Myślę, że podobny tytuł pasuje do Andrzeja Szeptyckiego, gdy idzie o kwintesencję postawy religijnej arcybiskupa lwowskiego. Ona zaś uwarunkowała jego działalność polityczną.
Artykuł zawiera fragmenty posłowia autora do opracowania księdza Włodzimierza Cieńskiego OCSO (1897–1983) „Moskwa czy Halicz?” (Wydawnictwo Bonżur!, Warszawa – Nowa Iwiczna 2026). Autor serdecznie dziękuje patronowi wydawnictwa, Fundacji Centrum Badań nad Historią Kościoła im. ks. prof. Wincentego Myszora oraz członkom Rodziny duchownego, w szczególności panom Tadeuszowi Cieńskiemu z Krakowa i Edwardowi Mierowi-Jędrzejowiczowi z Warszawy, za życzliwe udostępnienie jego spuścizny pisarskiej.
BIBLIOGRAFIA
Włodzimierz Cieński, Moskwa czy Halicz? Arcybiskup Andrzej Szeptycki a unia kościelna na ziemiach Rusi i Ukrainy, oprac. J. Żurek i W. Wasyliszyn, Warszawa – Nowa Iwiczna 2026
Adam Kubasik, Arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego wizja ukraińskiego narodu, państwa i Cerkwi, Lwów–Kraków 1999
Metropolita Andrzej Szeptycki. Studia i materiały, red. A.A. Zięba, Kraków 1994
Stanisław Nabywaniec, Mieczysław Lignowski, Kościół greckokatolicki oraz kościoły i wspólnoty prawosławne na Ukrainie po 1990 r., „Resovia Sacra. Studia Teologiczno-Filozoficzne Diecezji Rzeszowskiej” 1998, Nr 5, s. 247–261
Magdalena Nowak, Dwa światy. Zagadnienia identyfikacji narodowej Andrzeja Szeptyckiego w latach 1865–1914, Gdańsk 2018
Gregor Prokoptschuk, Metropolit Andreas Graf Scheptyćkyj. Leben und Wirken der großen Förderers der Kirchenunion, München 1967
Edward Prus, Patriarcha galicyjski. Rzecz o arcybiskupie Andrzeju Szeptyckim metropolicie greckokatolickim (1865–1944), Wrocław 1999